reklama
reklama

„Lockdown” – obecnie słowo wytrych

„Lockdown” to obecnie słowo wytrych. Koleżeński, klasowy czat jedenasto-dwunastolatków na jednym z popularnych komunikatorów. Tematy typowe dla tego wieku. To co rzuca się w oczy, to straszne słownictwo niektórych dzieci.


Nie mam tu na myśli powszechnie używanej (również przez uczniów klas młodszych) „kurka przez w” , ale obrzydliwych, rynsztokowych przekleństw rzucanych ot tak sobie, w niby normalnej rozmowie. Jeśli ktoś sądzi, że piszą to dzieci rodziców z marginesu, to jest w błędzie. Ci chłopcy pochodzą z tzw. dobrych domów, gdzie na pewno nie mówi się tak na co dzień. Inni uczestnicy i uczestniczki nie reagują oburzeniem, przechodzą nad tym do porządku dziennego, niestety przyzwyczaili się już do tego słownictwa.

Zaczęłam się zastanawiać, czy to dotyczy tylko tej jednej konkretnej klasy (w nauce mającej dobre wyniki), czy też jest to problem szerszy. Spytałam znajome nauczycielki i szkolne panie pedagog jak jest w ich szkołach. Niestety odpowiedź była jedna – dzieci w kontaktach między sobą są coraz bardziej wulgarne i to zarówno w słowach jak i czynach. Obecnie jest bardzo dużo agresji, a rodzice wszystko tłumaczą pandemią.

Na ile winny takiego zachowania jest lockdown, a na ile są to czynniki takie jak dom, szkoła a może po prostu my wszyscy dorośli? Większość rodziców przyjęła postawę, że za wszystko co obecnie złe odpowiada pandemia i lockdown, a wychowywanie dzieci w znacznej mierze przerzucili na szkołę. A przecież warto sobie uświadomić i ciągle powtarzać, że za wychowanie dzieci odpowiada przede wszystkim dom, dopiero w dalszej kolejności szkoła i inni dorośli.

Nauczyciele narzekają na brak współpracy z rodzicami, reakcji na wpisywane dzieciom uwagi, absencję na zebraniach szkolnych. Bardzo często rodzice przyjmują postawę wyłącznie roszczeniową. To nauczyciele mają wychowywać i tłumaczyć się z obniżonej oceny z zachowania czy słabszych stopni. Dzieci oczywiście doskonale o tym wiedzą i czują się bezkarne. Dzisiejsza młodzież na pewno nie jest po prostu zepsuta, zła choć prawdą jest, że w czasach szkolnych ich rodziców czy jeszcze wcześniej moich, czyli ich dziadków, w rozmowach między sobą nie przeklinało się, a już zdecydowanie nie tak „grubo”, agresji również było zdecydowanie mniej.

Czasy są trudne, ale ani lepsze ani gorsze niż np. w latach osiemdziesiątych czy dziewięćdziesiątych. Po prostu, obecnie trzeba się zmierzyć z innymi problemami. Lockdown, czy w ogóle pandemia, nie powinny służyć jako usprawiedliwienie wszystkich negatywnych zjawisk. Równocześnie nie wolno zapominać, że każde agresywne, często wręcz chamskie zachowanie dorosłych, niegrzeczny, wulgarny wpis na Facebooku, Instagramie wpływa również na obce, autorom zupełnie nieznane, dzieci. One nie żyją w próżni, są z nami tu i teraz, tak w realu jak i sieci. Nasze postępowanie, postawa jest dla nich wzorcem zarówno pozytywnym jak i negatywnym. Wszyscy weźmy sobie absolutnie do serca powiedzenie Jana Zamojskiego „Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie”.

Ewa Ignaczak

Doktor nauk matematycznych, emerytowany nauczyciel akademicki (Politechnika Szczecińska, Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny, ENIG – Tunezja). Interesuje się edukacją na każdym etapie kształcenia. Marzy, aby na lekcjach matematyki, poczynając od pierwszej klasy szkoły podstawowej, uczono w sposób kreatywny, rozwijający myślenie, a nie wyłącznie nudne schematy, które szybko się zapomina. Prywatnie mama dwóch wspaniałych córek, babcia trójki wnucząt.

Autor: Ewa Ignaczak

Komentarze (0)

Nie ma tu jeszcze żadnych komentarzy

SKOMENTUJ ARTYKUŁ

  1. Komentujesz jako GOŚĆ, dlatego jesteś zobowiązany podać swoje imię lub nicka.
0 Znaki/ów
Załączniki (0 / 3)
Udostępnij swoją lokalizację