Hot-dog z krematorium i powrót legendy. Historia Masaru z Polic
W latach 90. była jednym z najnowocześniejszych zakładów w Polsce. Później – bez jasno określonej przyszłości i sukcesji – niemal zniknęła z mapy regionu.
Gracjan Broda,
Dziś „Masar – Wędliny z Akademii” wraca jako marka, która łączy naukową precyzję z rzemieślniczą tradycją i rodzinnym charakterem. Na jej czele stoi człowiek, który zamiast gabinetu wybiera bezpośredni kontakt z klientem. Marcin Ogar w rozmowie w studio Dziennika Polickiego opowiada, jak doświadczenie z korporacji można przekuć w siłę lokalnego rzemiosła.
Zamiast budować od zera – uratować to, co było
Gdy wiele masarni z lat 90. znikało z rynku, zakład wywodzący się z Akademii Rolniczej w Szczecinie stanął na krawędzi likwidacji. Właśnie wtedy pojawił się Marcin Ogar – menedżer z doświadczeniem zdobytym w globalnych strukturach.
Jak sam mówi, „biznesowo wychowała go Coca-Cola”. Mimo to nie zdecydował się na tworzenie nowego projektu. Postawił na coś trudniejszego: odbudowę marki, która już istniała – i którą ludzie pamiętali.
Z korporacji do rzemiosła
Droga Ogara do Masarni nie była oczywista. Pracował przy wiatrakach, prowadził warsztat samochodowy, współtworzył struktury Groupona, zarządzał markami w międzynarodowych firmach. To właśnie to doświadczenie pozwoliło mu dostrzec potencjał tam, gdzie inni widzieli jedynie schyłek.
– Firma nie miała nic... (śmiech) było bardzo postkomunistycznie – wspomina Ogar. – Ale widziałem potencjał w tym, że każdy wiedział: „Masar z Akademii” to dobre, zdrowe wyroby bez wypełniaczy – podkreśla.
Dziś Masar funkcjonuje jako firma rodzinna. W jej działalność zaangażowana jest mama i siostra właściciela, a zespół – jak podkreśla – tworzy zgraną, lojalną ekipę.
Jednym z najtrudniejszych momentów były przenosiny z dawnej siedziby przy ul. Kazimierza Królewicza w Szczecinie do Polic. Końcówka działalności w starym miejscu przypominała walkę z czasem.
– Ostatnie partie robiliśmy praktycznie bez prądu i światła – przyznaje.
Tradycja, która się nie starzeje
Fundamentem marki pozostaje konsekwencja. Masar opiera się na technologiach opracowanych przez profesora Gajowieckiego i – mimo zmieniających się trendów – nie odchodzi od rzemieślniczych metod produkcji.
– U nas się nad ogniskiem normalnie wędzi towar i zapieka, jak robiło się to setki i tysiące lat temu – mówi z dumą Marcin Ogar.
To właśnie ten powrót do źródeł staje się dziś przewagą konkurencyjną. W świecie przemysłowej produkcji żywności coraz większą wartością jest prosty skład i transparentność.
Masar odpowiada na te oczekiwania również w nowoczesny sposób. Linia „Premium” została wyposażona w kody QR, dzięki którym klient może sprawdzić pełny skład produktu.
W praktyce oznacza to konkretne liczby – jak choćby 92% mięsa w białej kiełbasie, podczas gdy w produktach masowych bywa to nawet o połowę mniej.
„Hot-dog z krematorium” – lokalny marketing bez kompleksów
Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów działalności firmy jest jej lokalizacja w Policach, przy ul. Usługowej 5. Sąsiedztwo krematorium szybko stało się tematem żartów – które firma postanowiła wykorzystać zamiast ignorować.
– Powstała mała legenda. W Policach mówi się: „chodźcie na hot-doga do krematorium”. Obróciliśmy to w żart, a nasze hot-dogi na Usługowej stały się punktem obowiązkowym – opowiada właściciel.
W ten sposób powstał produkt, który wykracza poza zwykłą gastronomię. „Hot-dog szczeciński” to koncept oparty na lokalności: krótkim składzie, świeżości i zamkniętym łańcuchu produkcji.
Parówki mają 21 dni terminu ważności, pieczywo dostarcza lokalna piekarnia, a cały proces odbywa się w regionie.
Szef, który słucha przy grillu
Marcina Ogara najłatwiej spotkać nie w biurze, ale wśród ludzi. Szczególnie na stadionie Świtu Szczecin na Skolwinie, gdzie firma jest sponsorem.
To tam właściciel nie tylko dostarcza produkty, ale sam staje za grillem.
– Jestem świrem na punkcie jakości. Jak widzę, że mój towar jest nieodpowiednio zrobiony, to się wkurzam. Lubię pogadać z ludźmi, poznać ich oczekiwania. Bez tego werbalnego kontaktu ciężko coś stworzyć – tłumaczy.
To podejście – bezpośrednie i oparte na relacji – staje się jednym z filarów rozwoju marki.
Kolejny etap: rozwój i nowe rynki
Najbliższe lata mają być dla Masaru czasem intensywnego rozwoju. W planach jest rozbudowa segmentu bistro, skalowanie konceptu hot-doga szczecińskiego oraz wejście na rynek cateringu dietetycznego pod marką „Fit Masar”.
To ambitny krok – rynek diet pudełkowych jest silnie konkurencyjny. Ogar chce jednak wykorzystać to, co od początku stanowi przewagę firmy: jakość, kontrolę procesu i technologiczne zaplecze.
Nowy rozdział lokalnej historii
Historia Masarni z Akademii mogła zakończyć się dekadę temu. Zamiast tego została napisana od nowa – już nie jako relikt przeszłości, ale jako przykład, że lokalna marka może konkurować z największymi.
Dziś wszystko wskazuje na to, że to właśnie w Policach powstaje jej najmocniejszy rozdział.
Udostępnij Artykuł: