Hot-dog z krematorium i powrót legendy. Historia Masaru z Polic

  • #DP Extra
  • schedule Czas czytania: 4 minuty

W latach 90. była jednym z najnowocześniejszych zakładów w Polsce. Później – bez jasno określonej przyszłości i sukcesji – niemal zniknęła z mapy regionu.

Hot-dog Szczeciński / [zdjęcie: Masar Wędliny z Akademii]

Gracjan Broda,
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Dziś „Masar – Wędliny z Akademii” wraca jako marka, która łączy naukową precyzję z rzemieślniczą tradycją i rodzinnym charakterem. Na jej czele stoi człowiek, który zamiast gabinetu wybiera bezpośredni kontakt z klientem. Marcin Ogar w rozmowie w studio Dziennika Polickiego opowiada, jak doświadczenie z korporacji można przekuć w siłę lokalnego rzemiosła.

Zamiast budować od zera – uratować to, co było

Gdy wiele masarni z lat 90. znikało z rynku, zakład wywodzący się z Akademii Rolniczej w Szczecinie stanął na krawędzi likwidacji. Właśnie wtedy pojawił się Marcin Ogar – menedżer z doświadczeniem zdobytym w globalnych strukturach.

Jak sam mówi, „biznesowo wychowała go Coca-Cola”. Mimo to nie zdecydował się na tworzenie nowego projektu. Postawił na coś trudniejszego: odbudowę marki, która już istniała – i którą ludzie pamiętali.

Z korporacji do rzemiosła

Droga Ogara do Masarni nie była oczywista. Pracował przy wiatrakach, prowadził warsztat samochodowy, współtworzył struktury Groupona, zarządzał markami w międzynarodowych firmach. To właśnie to doświadczenie pozwoliło mu dostrzec potencjał tam, gdzie inni widzieli jedynie schyłek.

Firma nie miała nic... (śmiech) było bardzo postkomunistyczniewspomina Ogar. – Ale widziałem potencjał w tym, że każdy wiedział: „Masar z Akademii” to dobre, zdrowe wyroby bez wypełniaczypodkreśla.

Dziś Masar funkcjonuje jako firma rodzinna. W jej działalność zaangażowana jest mama i siostra właściciela, a zespół – jak podkreśla – tworzy zgraną, lojalną ekipę.

Jednym z najtrudniejszych momentów były przenosiny z dawnej siedziby przy ul. Kazimierza Królewicza w Szczecinie do Polic. Końcówka działalności w starym miejscu przypominała walkę z czasem.

Ostatnie partie robiliśmy praktycznie bez prądu i światłaprzyznaje.

Tradycja, która się nie starzeje

Fundamentem marki pozostaje konsekwencja. Masar opiera się na technologiach opracowanych przez profesora Gajowieckiego i – mimo zmieniających się trendów – nie odchodzi od rzemieślniczych metod produkcji.

U nas się nad ogniskiem normalnie wędzi towar i zapieka, jak robiło się to setki i tysiące lat temumówi z dumą Marcin Ogar.

To właśnie ten powrót do źródeł staje się dziś przewagą konkurencyjną. W świecie przemysłowej produkcji żywności coraz większą wartością jest prosty skład i transparentność.

Masar odpowiada na te oczekiwania również w nowoczesny sposób. Linia „Premium” została wyposażona w kody QR, dzięki którym klient może sprawdzić pełny skład produktu.

W praktyce oznacza to konkretne liczby – jak choćby 92% mięsa w białej kiełbasie, podczas gdy w produktach masowych bywa to nawet o połowę mniej.

„Hot-dog z krematorium” – lokalny marketing bez kompleksów

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów działalności firmy jest jej lokalizacja w Policach, przy ul. Usługowej 5. Sąsiedztwo krematorium szybko stało się tematem żartów – które firma postanowiła wykorzystać zamiast ignorować.

Powstała mała legenda. W Policach mówi się: „chodźcie na hot-doga do krematorium”. Obróciliśmy to w żart, a nasze hot-dogi na Usługowej stały się punktem obowiązkowymopowiada właściciel.

W ten sposób powstał produkt, który wykracza poza zwykłą gastronomię. „Hot-dog szczeciński” to koncept oparty na lokalności: krótkim składzie, świeżości i zamkniętym łańcuchu produkcji.

Parówki mają 21 dni terminu ważności, pieczywo dostarcza lokalna piekarnia, a cały proces odbywa się w regionie.

Szef, który słucha przy grillu

Marcina Ogara najłatwiej spotkać nie w biurze, ale wśród ludzi. Szczególnie na stadionie Świtu Szczecin na Skolwinie, gdzie firma jest sponsorem.

To tam właściciel nie tylko dostarcza produkty, ale sam staje za grillem.

Jestem świrem na punkcie jakości. Jak widzę, że mój towar jest nieodpowiednio zrobiony, to się wkurzam. Lubię pogadać z ludźmi, poznać ich oczekiwania. Bez tego werbalnego kontaktu ciężko coś stworzyćtłumaczy.

To podejście – bezpośrednie i oparte na relacji – staje się jednym z filarów rozwoju marki.

Kolejny etap: rozwój i nowe rynki

Najbliższe lata mają być dla Masaru czasem intensywnego rozwoju. W planach jest rozbudowa segmentu bistro, skalowanie konceptu hot-doga szczecińskiego oraz wejście na rynek cateringu dietetycznego pod marką „Fit Masar”.

To ambitny krok – rynek diet pudełkowych jest silnie konkurencyjny. Ogar chce jednak wykorzystać to, co od początku stanowi przewagę firmy: jakość, kontrolę procesu i technologiczne zaplecze.

Nowy rozdział lokalnej historii

Historia Masarni z Akademii mogła zakończyć się dekadę temu. Zamiast tego została napisana od nowa – już nie jako relikt przeszłości, ale jako przykład, że lokalna marka może konkurować z największymi.

Dziś wszystko wskazuje na to, że to właśnie w Policach powstaje jej najmocniejszy rozdział.

Udostępnij Artykuł: