W wyborach samorządowych od lat powtarza się ten sam mechanizm. Mieszkańcy deklarują, że chcą ludzi kompetentnych, odważnych i przygotowanych do działania, ale gdy przychodzi dzień głosowania, bardzo często zwycięża nie doświadczenie, wiedza czy umiejętność pracy na rzecz wspólnoty, lecz zwykła ludzka sympatia. Ktoś jest miły, ktoś jest znany, ktoś potrafi się uśmiechnąć, przywitać, zagadać pod sklepem albo poklepać po ramieniu podczas lokalnego festynu – i to już dla wielu staje się wystarczającym argumentem, by powierzyć mu mandat radnego.