Dobry początek nie wystarczył. Świt Szczecin przegrał z Górnikiem Łęczna 2:3
Nieudanie rozpoczęli nowy sezon Betclic 2. Ligi piłkarze Świtu Szczecin. W inauguracyjnym spotkaniu przed własną publicznością podopieczni Marcina Sasala przegrali z Górnikiem Łęczna 2:3, mimo że już na początku meczu objęli prowadzenie.
Gracjan Broda
Gospodarze znakomicie weszli w spotkanie. Już w 2. minucie Krzysztof Ropski wykorzystał swoją okazję i wyprowadził Świt na prowadzenie. Chwilę później szczecinianie mogli podwyższyć wynik, jednak piłka po strzale jednego z zawodników trafiła w słupek.
Niewykorzystana sytuacja szybko się zemściła. W 8. minucie Adam Deja efektownym uderzeniem zza pola karnego doprowadził do wyrównania, nie dając szans Mateuszowi Abramowiczowi. Goście poszli za ciosem i w 23. minucie objęli prowadzenie po bramce Bartłomieja Korbeckiego.
Po przerwie Górnik powiększył przewagę. W 57. minucie Mateusz Hołownia pokonał bramkarza Świtu, podwyższając wynik na 3:1.
Zespół ze Skolwina nie zamierzał jednak składać broni. W 79. minucie kontaktowego gola zdobył Kacper Wojdak, dając gospodarzom nadzieję na doprowadzenie do remisu. Mimo ambitnej końcówki i prób odrobienia strat, Świt nie zdołał już zmienić losów spotkania i trzy punkty trafiły do Górnika Łęczna.
Po końcowym gwizdku trener Świtu Marcin Sasal nie ukrywał rozczarowania wynikiem, podkreślając, że jego zespół był odpowiednio przygotowany do sposobu gry rywali.
– Od tygodnia wiemy jak gra Górnik i wszyscy taką informację dostali. To wszystko zrobiliśmy zresztą w treningu. Co więcej pojechałem na sparing do Janowa Podlaskiego, żeby to zobaczyć, przekazać odpowiednią wiedzę i tak też było – powiedział podczas pomeczowej konferencji prasowej.
Szkoleniowiec zaznaczył, że bierze odpowiedzialność za porażkę, jednocześnie oceniając, że jego drużyna przegrała z rywalem, który nie zaprezentował wysokiego poziomu.
– Ja ten wynik biorę po prostu na klatę i tyle. Mnie to denerwuje, że w takich okolicznościach przegrywamy z zespołem, który spadł z I ligi i grał moim zdaniem słabo – dodał.
Marcin Sasal zwrócił również uwagę, że budowa zespołu to proces, a mimo porażki dostrzega pozytywne elementy w grze swoich zawodników.
– Sasal dzisiaj jest, jutro go może nie być, to jest bez znaczenia. Chodzi o to, żeby zbudować zespół, drużynę. Ta drużyna dzisiaj zaczęła się budować. Mogę mieć pretensje do chłopaków o jakieś rzeczy, ale całościowo zrobiliśmy kawał dobrej roboty. Fizycznie nie pękliśmy, graliśmy do końca, wykorzystaliśmy zmiany. Tylko jednej rzeczy brakuje – wyniku – i nad tym ubolewam. Jak emocje opadną, trzeba wziąć się do analizy i od wtorku przygotować do następnego meczu – podsumował trener Świtu Szczecin.
Udostępnij Artykuł