Słowa mają znaczenie. Odpowiedzialność zaczyna się od języka

  • Felietony
  • schedule Czas czytania: 3 minuty

Polityka lubi mocne hasła. Im bardziej kontrowersyjne, tym większy zasięg. Problem zaczyna się wtedy, gdy chęć zwrócenia na siebie uwagi wygrywa z odpowiedzialnością za słowa.

Słowa mają znaczenie. Odpowiedzialność zaczyna się od języka

Gracjan Broda

Gracjan Broda

Redaktor naczelny • Dziennik Policki

gbroda@dziennikpolicki.pl

Historia z określeniem lokalnych mediów mianem „mafii medialnej” jest tego najlepszym przykładem.

Przez kilka dni można było usłyszeć różne tłumaczenia. Że to tylko pytanie. Że publicystyczna metafora. Że grafika została wygenerowana przez sztuczną inteligencję. Że nie chodziło o dziennikarzy, tylko o władzę. Każdy kolejny argument sprawiał jednak wrażenie próby znalezienia usprawiedliwienia dla czegoś, co od początku było po prostu błędem.

Kiedy politycy mówią o wolności słowa, zwykle oczekują, że będą mogli powiedzieć wszystko. Gdy jednak ich własne słowa spotykają się z krytyką, nagle okazuje się, że zostali źle zrozumiani, wyrwani z kontekstu albo padli ofiarą nadinterpretacji.

Bo język ma znaczenie.

Nie żyjemy w próżni. Słowo „mafia” nie jest neutralnym określeniem. W powszechnym odbiorze oznacza zorganizowaną grupę przestępczą. Jeżeli zestawia się je z nazwami konkretnych redakcji i nazwiskami konkretnych osób, trudno oczekiwać, że odbiorcy potraktują to jako niewinną figurę retoryczną. Dla wielu będzie to po prostu sugestia, że wskazane media działają nieuczciwie.

Jeżeli przeciętny mieszkaniec widzi grafikę z napisem „mafia medialna” obok nazw konkretnych redakcji, naprawdę trudno oczekiwać, że odczyta ją jako subtelną figurę retoryczną rodem z akademickiej dyskusji o języku.

Odczyta ją dokładnie tak, jak została zaprojektowana – jako próbę podważenia wiarygodności tych mediów.

A zaufanie jest dla mediów tym, czym tlen dla człowieka. Można budować je latami, a podważyć jednym wpisem.

Dobrze się stało, że podczas konferencji prasowej padło słowo „przepraszam”. Aczkolwiek mam wrażenie, że przepraszać chciał Kacper Karabin, prezes Nowej Nadziei Police, a nie jego partyjna koleżanka Ewa Włodarczyk, którą ewidentnie zgubiło zaufanie do AI.

Problem polega jednak na tym, że przeprosiny nie kończą sprawy.

W mediach społecznościowych obowiązuje prosta zasada: oskarżenie rozchodzi się błyskawicznie, sprostowanie znacznie wolniej. Grafika z hasłem o „mafii medialnej” dotarła do tysięcy odbiorców. Część z nich nigdy nie zobaczy konferencji prasowej ani wyjaśnień. W ich pamięci pozostanie jedynie pierwszy przekaz.

To właśnie dlatego osoby pełniące funkcje publiczne powinny ważyć słowa szczególnie starannie. Polityk ma prawo krytykować media. Media mają prawo krytykować polityków. Taka jest istota demokracji. Ale między ostrą krytyką a przypisywaniem komuś działalności przypominającej przestępczy układ istnieje bardzo wyraźna granica.

Przekroczenie jej nie służy nikomu.

Co ciekawe, cała sytuacja pokazała również coś pozytywnego. Konkurujące ze sobą lokalne redakcje potrafiły mówić jednym głosem, gdy uznały, że zagrożone są podstawowe standardy wykonywania zawodu. W świecie, w którym media często rywalizują o czytelnika, takie sytuacje zdarzają się niezwykle rzadko. Z tego miejsca kieruję słowa podziękowania do Telewizji Police i Katarzyny Frankowskiej.

Być może właśnie to jest najważniejszy wniosek z całej historii.

Lokalne media nie muszą się ze sobą zgadzać. Nie muszą się lubić. Mogą konkurować o odbiorców i pierwszeństwo publikacji. Ale gdy ktoś próbuje podważyć wiarygodność całego środowiska, różnice schodzą na dalszy plan.

Nowa Nadzieja zapowiada, że wyciągnęła wnioski i będzie ostrożniej dobierać słowa. Warto trzymać za to kciuki, bo jakość debaty publicznej zależy od wszystkich jej uczestników – zarówno polityków, jak i mediów.

Pozostaje jeszcze jeden element. Skoro kontrowersyjny wpis został opublikowany publicznie i zyskał duży zasięg, równie publiczne powinny być przeprosiny oraz jednoznaczne wycofanie się z krzywdzących sugestii. Nie dlatego, że oczekują tego dziennikarze. Nie dlatego, że oczekuje tego ja, czy oczekuje tego Katarzyna Frankowska. Dlatego, że tego wymaga zwykła odpowiedzialność za słowo.

Bo w polityce można przegrać dyskusję. Można nawet przegrać wybory.

Najgorzej jednak przegrać z własnymi emocjami i językiem, którego później trzeba się publicznie wypierać.

Udostępnij Felieton

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Wiadomościach Google.